GRUDZIEŃ 2008         Witaj na stronach Stowarzyszenia Promocji Kultury "Liberum Arbitrium"  

   Menu:           

<<<Liberum>>>
<<<




   Reklama:      


    

 

"Bliżej ziemi bliżej nieba"  ANTOLOGIA

Bliżej ziemi... 2005    360 KB

Roma Jegor
Nagroda Liberum Arbitrium

Niebo
w schronisku dla leśnych zwierząt

One tego nie znały
wtulone w futra paproci
głaskane skrzydłami drzew
lizały gwiazdy w zielonych papierkach
piły przestrzeń między brzegami lasu

brodziły w spokojnej niewiedzy
nieświadome dobroci
rosnącej na ściernisku za gołą ścianą słońca
one tego nie chciały
nie wiedziały że wystarczy zwichnąć nogę
zgubić się matce za gromadą sosen
by dostać się do tego raju
na pozostałą wieczność

chodzi bóg między łąką a lasem
w czarnych gumowcach i zielonej bluzie
zapędza motyle do gniazda
sprawiedliwie wydziela przestrzeń
stalową siatką porcjuje powietrze

maluje na niebiesko dach paśnika

utrwala torebką miedzianych gwoździ
swoje niebo po którym
księżyc przebiega galopem
świecąc ostrzegawczo
czerwonym światłem

wyją uczepione siatki
dzikie oczy

Anna Piliszewska
Nagroda Liberum Arbitrium

Noc
                                     
z cyklu: Prywatna korespondencja
żałuję
że nie słyszysz jak szaleją
niewidzialne świerszcze
cisza może być szmerem
muzyką
lub jak wolisz wierszem
albo też zapowiedzią absolutnej czerni
piszesz

już poskromiłem gniew i bunt
mój niepokój odpłynął niczym mętna woda
jestem niebem sparzonym żelazkiem księżyca
sługa i więzień własnej wyobraźni
maluję noc
posypaną garściami srebrników
w których dostrzegam nagle
ślady twoich spojrzeń

nie ma cię
lecz i ty oglądasz
ten sam zmarszczony firmament
z łatami gwiazd
do których biegną moje zamyślenia
więc
kiedy noc malujesz
dotykasz mnie
pędzlem

Małgorzata Stachowiak
Nagroda Liberum Arbitrium

Rezurekcja

Otwartą dłonią doliny
Bóg głaszcze Baranki
w miękkie pyszczki chwytają
pierwsze źdźbła przedświtu
Dzwon słońca
rozrywa biały całun ciszy
liliową przędzę mgieł
martwy las
krzyżuje niebo
tysiącem wyciągniętych ramion
krople pierwiosnków zakrzepły w trawie
ponad górami
zmartwychwstaje dzień

Wyróżnienia Liberum Arbitrium 

Magdalena Białas

Medytacja z Doliny Miętusiej


"Wtedy powiedziałem: Oto przychodzę;
w zwoju księgi o mnie napisano"
Psalm 40,8

i rozwinęła się księga wody
strumień pobiegł przez dolinę
historia w kroplach ukryta

i rozwinęła się księga lasu
wiatr z szelestem przesypuje się
przez drzewa
kto umie słuchać
zrozumie

i rozwinęła się księga gór
czas zatrzymany
czytam kamień po kamieniu

w księdze życia zapisałeś
moje imię
widziałeś mnie tutaj, Panie
zanim wszystko się stało

odkąd jestem tu dzisiaj
nie spotkałam innego człowieka

a może i mnie nie ma?
wyjęłam z wody szary kamień
i teraz milczę razem z nim
o cudzie stworzenia

Karina Bryś

w krainie słów

nie ma dni i nie ma nocy
słońce i księżyc wiszą obok siebie
człowiek nie rodzi człowieka tylko przyszłość
a ta dopiero wydaje na świat nowe życie

zabić można złotym jabłkiem
uderzając nim prosto w serce czasu
poza przebaczeniem jest wolność
w którą można uciec od chorej miłości

w krainie słów
jest zimno i gorąco jednocześnie
kobieta może być mężczyzną
i na odwrót
bo ulepieni ze słów ludzie
nie mają ciał
są tylko żartem w rękach
Wesołego Boga

w krainie słów
można być nawet milionem lat
spakowanych w jeden maleńki
Okruch Wieczności

Adrian Wacław Brzózka

Brzoza

Zanuciły świerszcze
pieśń żałobną brzozie
która pod mym oknem rosła
rozłożysta i pachnąca
jak welon panny młodej

ktoś jej bieli pozazdrościł
i poróżnił wiatr z piorunem
ten uderzył z taką siłą
aż jej wyrwał serce białe
które w dłoni teraz trzymam
by nie umierało samo

Agata Chmiel

epoka małych odkryć geograficznych

dom miał jeszcze strych
o którym mówiło się tylko szeptem
(legend się nie budzi jeśli się wie
że nie do końca śpią)

gdzieś w górze
prześwietlone słońcem klamki
widoczne całkiem dobrze
ze złotej wyspy słońca na dywanie

parkiet nosił ślady przejścia
tylu epok -
poranka południa wieczoru

i nie było wiadomo
czemu zawsze tylko ci duzi mają mapę

i czemu gubią się w najprostszym uśmiechu

Joanna Chołuj

zachód słońca w emiratach

tuż przed siódmą
zmęczona arabka na chwilę twarz odsłoni
nareszcie
wśród swoich
wciąż zaróżowiona od upału pozwoli spojrzeć sobie w oczy
potem odwróci się bez słowa
bez najlżejszego ruchu dłoni
na pożegnanie
każe przymknąć powieki powietrzu które stoi
odwrócić w stronę oceanu
wiatr poczuć
i gwałtowną czułość wody

około siódmej piętnaście zniknie
za zasłoną

Wiesław Stanisław Ciesielski

Cudowne uzdrowienie

Ktoś mi rozmienił na drobne
cały mój nieboskłon.
Świadkami niechaj będą klucze dzikich gęsi,
które tylko przelotem znaczą swe istnienie.

Tak człowiek,
prowadzi swe ujadające psy
spytasz,
kim jestem, gdy kurhan mi usypią.
Pisklę w gnieździe ogrzeję dłońmi
spojrzę za siebie,
podlatują, świergoczą, potrącają skrzydłami
wróble w gonitwie za okruchami chleba.

Uchwycę
każdą ocalałą godzinę życia,
wypełnię pulsującą krwią.

Będę miał pewność,
że nasze życie przyszłe,
Bóg odbierze jak bolesny poród.

Jerzy Fryckowski

Niespełnienie

Unosiły nas sanie galop czwórki koni
Zatykały nam usta zimne gwiazdy białe
A dłonie chciały piersi jak reduty bronić
Lecz to nie była sanna - tylko się zdawało

Między nami była krew jak zabójstwo brata
I stopy od niej lepkie grzęzły w szum pościeli
Bębniąc kroplami deszczu świt za oknem wzlatał
Zamiast podnieść na duchu włosy mi wybielił

I płynęliśmy łodzią w dali grały plaże
Skóra lizała słońce dotykiem napięta
Dłonie posklejał uścisk jak dwie twarde małże
Zapytany na brzegu nikt nas nie pamiętał

Potem tropikalny deszcz kroplami nas pokrył
Jakby morza dokoła wszystkim było mało
Patrzę jednak ze smutkiem nikt z nas nie jest mokry
A więc i deszcz i morze nam się wydawało

Jeszcze tylko ten garncarz co skleja skorupy
Ponoć na greckiej wazie widział taki temat
Lecz wypadła mu z dłoni gdy kiedyś się upił
Więc ani greckiej wazy ani nas też nie ma

Ela Galoch

Na szarym płótnie nieba

Gliniaste drogi już nie iskrzą w reflektorach
dalekobieżnych autobusów
więc umierają twarze prowincjonalnych kobiet
ze źle zrobionym makijażem
jakby nikt nie kochał tych szamanek ochlapanych bielą
zaklinających teraźniejszość przy złotych jubileuszach w dziale kadr
albo w Dzień Kobiet przed Domem Kultury
jesienie oszczędzają tylko dzieci i konie na biegunach
zatem stają się żałosne w spódnicach sprzed dziesięciu lat
i z przywiędłym astrem w dłoniach

Czy mogą jeszcze wzruszać
nucąc: gdzie jesteś Mały Książe Kasi Sobczyk
do akordeonowych akordów beznogiego emeryta
wnosząc sernik z pomarańczową galaretką
lub zrazy po litewsku na spotkanie przyjaciółek po latach
gdy przeszłość w małych miasteczka staje się
przezroczysta
bo ich wielkomiejskie córki nie chcą pamiętać
siebie - w pryzmie brudnego piachu pod płotem
lub z kundlem przy policzku
chociaż to miejsce na szarym płótnie nieba jest jak delikatny obraz
na który pada ciemnozielony cień drogi do szkoły
i pierwszej skakanki
jak gdyby tu życie spowalniało a wszystkie narożniki ganków
nie bały się wyrośniętych sukienek czy błota
na kolanach od falującej ziemi
bo w myślach znów pachną aroniowe ogrody
wyrzeźbione w powietrzu rozbijającym granat
grzebieniami mgły nad łąkami
gdy o czwartej rano wracały z wiejskiej zabawy
na czubkach palców
przebiegając budzącymi się uliczkami
żeby nie zobaczyć twardych oczu matki

A może tamtych makatkowych chwil nigdy nie było
i tylko w tajemnicach - niepotrzebnie zatracały się na długie migreny
gubiąc obcasy i cygańskie zabobony przy leniwych pastwiskach
gdzie jedynie wieczór rozmazywał się od wulkanów w kartoflisku
strzelając resztkami bylicy w wiersze
czyżby z niepamięci na niepamięć
gwieździsty firmament przekształcał się w coraz ciemniejszego skorupiaka
niczym pęczniejący hełm nad wielkomiejską paszczą autostrady

Kajetan Herdyński 

Endless Cycle

Taka nadzieja jest trudna. Pisać bez patrzenia, patrzeć
bez pisania. Zapach, który wypala oczy, nasz krzyk

głośniejszy od ulicznego zgiełku. Mały chiński sklepik na tyłach
kamienicy, na obrzeżach miasta. Nie możemy być nawet

pewni tego święta, zapatrzeni w bohaterów tej parady.
Jesteśmy w centrum i nagle jak dzieci, nie wiemy, co robić.

Czas zatrzymał się w tym miejscu. W przejściu podziemnym,
kiedy wychodzimy na powierzchnię, na wysokość głosu.

Beata Igielska 

    * * *

między
niebem a ziemią
nikt nigdy nie zmierzył
odległości

choć wszyscy mówią
najbezpieczniej jest
pośrodku

są tacy
co chcą do słońca
i tacy
co zniżają loty

spokojne morze
z rozkoszą przyjmie
jednych i drugich
i wosk
i pióra
i ostatni zdumiony uśmiech
i półgłosem wypowiedziane słowa

nie tak być miało
boli

Grzegorz Kempny

Dialog z gwiazdami

Ja, dziecię kosmosu,
ponad horyzontem brałem lekcje mowy.
Odwrócony od kolejnych zatroskanych dni,
zapomniałem zapisów w śpiewach potoków,
w spojrzeniach postawnych skał,
w dotyku zbóż utkanych ze złotego deszczu,
w smaku północnego wiatru.
I tak, ślepy, głuchy,
trwam w kamiennej pozie.
A gdy z czasem dotknę ziemi,
przemówię językiem gwiazd.

Ela Kołodziejczyk

Moja modlitwa

lubię modlić się do Ciebie gitarą
jeden akord
z serca
brzmi o niebo prawdziwiej
niż trzydzieści trzy zdrowaśki
z przyzwyczajenia

dlatego wolę
palce po progach przesuwać
niż paciorki różańca
i zamiast do kościoła
idę na koncert

wiem
że ci którzy modlą się muzyką
zawsze zostają wysłuchani

Leokadia Komaiszko

Wizja

Na moim pomarańczowym jak planeta
balkonie stałam. Wyszłam nocą po haust
powietrza. Po zapach róż, tulących swe
bukiety do spania. Po miauczenie
moich dzikich kotów na dobranoc. I
widziałam, jak w świetle lampionów,
zielonymi płucami krzew oddychał spragniony.

Janusz Koryl

Dla mojego anioła

Mój anioł choruje na reumatyzm,
ma osteoporozę i zapalenie żył.
Ledwo powłóczy nogami.
Posiwiałe skrzydła od dawna trzyma w szafie.

Kupiłem inwalidzki wózek
dla mojego anioła.
Wożę go teraz ulicami miasta,
pokazując ludzi prowadzących na smyczy
swoje marzenia.

Anioł skubiąc resztki
wyliniałej brody
otwiera usta jakby chciał coś powiedzieć,
ale nikt nie chce słuchać jego słów,
więc coraz częściej zapada w drzemkę.

Po powrocie do domu
przebieram go w piżamę
i długo głaszczę pióra
zmierzwione i szare.

Beata Kukiel-Vraila

To, co lubię

Lubię zbierać maki
z wiosennych pól
i chrabąszcze
które mieszczą się
w mojej dłoni
ostrożnymi palcami
układam do snu
nieokrzesane myśli
leżakują
w leniwym słońcu
jeśli któraś
uniesie powiekę
choć na chwilę
zamknę ją bosymi stopami
i naga
pobiegnę przed siebie
zieloną doliną

Elżbieta Lipińska

    * * *
                                        Mamie

tak cicho żyłaś, jakby cię nie było,
tak mało miejsca zajęłaś dla siebie,
a tak nam pusto.

ty jak zwykle robisz wielkie porządki
wreszcie czysto w niebie,
a aniołowie zajadają pyzy
uważaj,
będą zbyt ciężcy, by latać.

posłuchaj, proszę: nie jest znów tak łatwo
zostać aniołem stróżem każdej duszy
zgubionej w drodze

gdy grają na harfie
zaśpiewaj razem z harfą na dwa głosy
twój śpiew na pewno miły będzie bogu

a my zbudzimy się wreszcie porankiem
bez łez, z uśmiechem.

Regina Mamczur

Między niebem a ziemią

Jestem w drodze
Między Niebem a Ziemią
Stawiam stopy na miękkiej trawie
Białe kamienie nadają rytm moim krokom
Idę po cząstkach Słowa
Ciałem podążającym w Nieskończoność.

Monika Mazur

    * * *

znajdujemy się na chwilę
gubimy
włamujemy do siebie
nie wierząc w obraz
podobieństwo
przychodzimy na ten świat
przyszliśmy bogu na myśl
jesteśmy w brudnopisie

spotykamy się
na słówko
słowo
stos

w przedmieściach granatu
tu gdzie ziemskie rusałki
mają wolną wolę
słońce słonecznika

przyjmujemy kształt
treść
niepoczytalna
nieprzeczytana
niepoczytna
wisi w powietrzu
przeciwciałem duszy

Andrzej Mleczko

    * * *

znam pięć języków
przeczytanymi księgami napełniłem bibliotekę
spisałem to co chciałem przekazać
uścisnąłem wiele dłoni
tak mógłbym powiedzieć
gdyby nie ogarnął mnie zapał
słomiany

poznałem odległe kraje
posmakowałem tam krzyku chaosu
brudu świętości i chłodu świątyń
zaznałem spalonej skóry południa
starłem proch z Casanovy
tak mógłbym powiedzieć
gdyby nie ogarnął mnie brak
odwagi

poznałem Ciebie
było z kim dzielić
dobre i złe chwile
tak mógłbym powiedzieć
ale zabrakło mi szczęścia

Anna Mróz

    * * *

Zamykam oczy by sen ogarnął
mnie w pełni
jak błyskawica dreszcze przeszywają
moje serce
gdzieś w oddali deszcz
gra w liściach

Idę sennie w błękitnej sukni
w noc, gdzie jest schronienie
niespełnionych marzeń
a za sobą ciągnę tren z muślinu
- samotność

Zofia Nowacka-Wilczek

Świadomość

Ola wie już, dlaczego hospicjum.
Zna też prawdziwe,
najnowsze rozmiary
swego małego życia
i nawet już tak cierpieć umie,
żeby mamy nie bolało.

Dużo wcześniej zrozumiała,
że to nie za karę,
nie dlatego,
że była niegrzeczna,

a ostatnio mówi,
że i tak jest szczęśliwa,
bo Chrystus przecież
umierał bez znieczulenia.

Jolanta Nowakowska

Zastaniesz wiersz

na skraju mego ciała
przysiadłeś
tylko na chwilę
a dotknięta samotność
zadrżała
zapachniało ziołami
i płową sytością
wybiegłam tobie naprzeciw
boso
z rozwianym warkoczem
- cisza wybieliła świt
między ustami a szeptem
nie było obietnic
tylko twój zapach
nie pozwala zapomnieć
- może gdy wrócisz tu kiedyś
zastaniesz wiersz...

Marcin Orliński

Dotykam Cię. Piszę

W kierunku tekstu:

Letnie popołudnie. Przez otwarte okno
wpadają barwne wstęgi i cekiny. Tęcza się wydaje
wspomnieniem żonkila. Taniec. Eksploduje
zielona fontanna. Echo - rusza orszak.
Gałęzie. I otchłań.

Obserwuję Boga w mozaice chodników. Zapach
Twojej skóry ma formę jasności. Pamięć poprzez
pamięć. Szeptanie kruchości dna. I pulsowanie.
Między biegunami. Cierpliwe tropienie
zawiłej i kruchej struktury powietrza.

Twoja skóra pachnie. Jasność dna. Pomiędzy
miastem i falami. Morza. Dotykam Cię.
Jestem.

Mirosław Pisarkiewicz

Ulotność

ubrana tylko
w obrączkę wiatru
całujesz
dmuchawiec

Mirosława Poncyliusz

najpiękniej jest

kiedy dotykam bosymi stopami ziemi
językiem rozgniatam maliny
przez zasłonę powiek patrzę w słońce

gdy na ramieniu kołysanym krok za krokiem
ważka siada i powietrze drży od świerszczy

jeszcze w pachnącej tobą pościeli
w winie, dźwiękach piosenki
gdy szyby przesłania wilgotny oddech jesieni

Bogdan Rogulski

Jaka pora, taki wiatr

Wiatr wyjmuje szpilki z gałęzi dębowych,
to kilka dni opóźniło odwrót.
Rozczochrane lato trzepie liście z głowy
i rwą się żagle samotne do lotów.

Spojrzenie zatrzymam w okruchach zieleni,
w bemolach utopię odstające ucho,
lecz źrenice już w słońcu wrzosami się mienią.
Tak smutno mi będzie i tak cicho.

Wonie mnie ogarną ziół pachnących z dali,
gdy pójdę ścieżką, co traw chrzęści grzywą,
zanurzę stopy w ciepłej piasku fali
aż złotą fastrygą zamknie się horyzont.

Jak oset roztargniony na ściernisku
waham się, który wiatr
i jaką mam porę wybrać...

Piotr Skurzyński

Rozmowa

Rozmawiałem z Panem
O ułudzie planów
I dziesiątce straconych szans
Obwinialiśmy się wzajemnie
Ja głośniej
Ale chyba Go nie przekonałem
Aż weszła żona pytając
Co tak siedzę sam
Po ciemku

Joanna Tarko

Rozmowa, której nie było

szarpnęło raz i drugi
gdzieś w piersiach
(lekarze i poeci twierdzą
że tam właśnie jest serce)
i pociąg się potoczył
nie wiadomo dokąd
bo nie ma już stacji docelowej
a szyny miękną i roztapiają się
jak w gorączce
nie mogą uciszyć spazmów -
to dlatego tak szarpie
jakby podrzeć chciało
wszystkie od Ciebie maile i SMS-y
coraz cichsze ostatnio-
-konwulsyjne zanim umrą

wspólny dotyk
gdzieś nam zaginął na poczcie
wysłany ostatnią pocztówką z Chwil Razem
(mała mieścina
nawet jej nie ma na mapie)
a z Twoich palców uplecioną miałam
ostatnią pelerynę
od chłodu wojny jesieni łez
nagłego i niespodziewanego mroku
mocną i elastyczną

to było smutne kiedy -
zanim uciekłeś z pokoju
- usta zabawnie wygiąłeś w podkówkę
przepraszając że już mnie nie kochasz

a ja milczeniem odpowiedziałam
nie ma za co

Ewelina Twardoch

genezis o ciele

w tym sinym lesie
do którego wtedy tak długo
dolepialiśmy niebo
w którym tak mozolnie (pamiętasz)
doprawialiśmy czułki
mchom i gałęziom
słyszałam pisk

nie zrobiłam tego specjalnie
przecież wiesz że pamiętam naszą umowę
że to na czarną godzinę
tylko dla nas
gdy nie będzie już
żadnych głosów
żadnych muśnięć owadzich na języku
fragmentów słońc w ptasich dziobach ze słomy
włóczonych wśród liści
wśród naszych włosów wplecionych w trawę
jak kolorowa włóczka
z której wciąż (pamiętasz) próbowaliśmy
wyssać oddech na zapas

wiedzieliśmy (owszem)
że tu nie będzie miejsca dla ludzi
ale to pojawiło się samo
ślepe jeszcze bez skóry
urosło na moich rzęsach
w wielkim dole po twarzy

to dlatego że tak długo
nas tam nie było
nie kontrolowaliśmy narodzin i śmierci
jak wcześniej
na kilku onirycznych nitkach
jak na palcach

wiem że byłbyś przerażony
więc spaliłam ten plastelinowy wierszyk
tylko to wciąż jeszcze piszczy
przez bezskórne i bezkrwiące wargi
(i nic mu nie potrafię zrobić)
że jest tobą

Tomasz Waryszak

Ach zburzmy wysokie ziguraty

Ach zburzmy wysokie ziguraty
goryczy w Twych łzach skąpane
Wyjrzyjmy przez ciemne kraty
W zagony drzew, na polne kwiaty

Śnij Letnia Burzo, Płomieniu Jasny
o turkusowych, bezkresnych ogrodach
Wzlatuj marzenie, wichrze płomienny
ponad wieżami o oczodołach
czarnych niczym topiel zdradliwa

Ach zdepczmy przeklęte kapelusze
Niech spłonie pajęcza burza straszliwa
Pod moje winnice podpłyń radośnie
na wiosłach szeptanych w skrzydlatej wiośnie
lub w morze odpłyń płonące
gdzie znika w błocie naiwne słońce

Grzegorz Więcław

Sogne fiord

płynie się tratwą
prawie po czubkach chmur
zakochanych w zieloność wody

zazdrosne lodowce
rumienią się cierpliwie
czekając na swoje osuwisko

i choć rozgrzane kamienie
czasem spadają z nieba
ktoś wiosłuje w oddali
na przełaj
cichutko
bez śladów opon
na spokojnej powierzchni

mimo że brzegu nie widać
a do oceanu daleko

norweska flaga
powiewa na tym samym
zachodnim wietrze
co moje włosy

Agata Zielonka

O sile

Mam siłę wiotkiej trzciny
bezradnie ulegam wiatrom
przywieram ciałem do wilgotnej ziemi

po burzy powoli unoszę głowę
zdziwiona widokiem pokonanych dębów.

Agnieszka Złotorzyńska

    * * *

Coraz częściej
dotykam twoich myśli
parujących
nad senną herbatą

Już nie wystarczają mi
odwiedziny
zastygłego wiatru
w moim pokoju

Wymiana spojrzeń
ze śmiercią
to nie był dobry pomysł

Ale głos masz wciąż
waniliowy…

Prezentacje Liberum Arbitrium 

Teofil Bielecki

Samotność i okolice
                           
/z cyklu: Pożegnanie Ireny/

właściwie, to zaczęła się już żałoba
wieczorami wieje
ciemny wiatr od cmentarza
drżą ci ręce i cały sens
tych uciekających chwil
sprowadza się do czekania.
to chyba lepiej,
że nie zdążyliśmy mieć dzieci,

nocą jednakowo samotni
wtulamy się w siebie
w duszne ciepło skóry,
w bicie drugiego serca
jak we wspomnienie
z okresu płodowego
do którego nie można już uciec

za cienką ścianą życia
słyszymy czasem
odgłosy świata umarłych
niezrozumiałe rozmowy,
ironiczny śmiech, szlochy

jeszcze udajemy przed sobą,
ale tej zimnej wiosny
nie będzie już złudzeń.
chemoterapia niczego nie zmieni,
przedłuży tylko słone czekanie.

i co z tego że cię kocham?

Anna Bleczyc

    * * *

między pokrzywami drut wyrasta,
kolce na podłodze, rzeka ognia w szparach

między pokrzywami wyrastam ja, bez imienia
z takim długim spojrzeniem, że jest wszystko

między pokrzywami szereg przełamany,
w świecie piktogramów zakwita nieporozumienie

między pokrzywami piekące powietrze,
szczypanie na języku, którym już nic nie opowiem

Krystian M. Czerwiński

...fosylia
                            Kamie...

...to już ranek ... z tej całonocnej burzy tylko księżyc pozostał;
śmieszna, blada twarz starca na błękicie nieba
...znów odszedłem od ciebie ...pewnie nie spostrzegłaś

...gdy szedłem na górę
sarny stanęły zdumione przy wezbranym strumieniu
a może to ta fosylia, którą wypłukała woda
tak je zadziwiła

...siwa czapla na rozpostartych skrzydłach,
jak niekształtny ptak ze szwabskiej jury
przemknęła nad mą głową
i zgarbiona przysiadła w dolinie

...wiem, muszę już wracać;
znów zszargałem spodnie
i pokaleczyłem bose stopy
na zwietrzałych marglach

...zasnę w twoim cieple
i zamknie się nad nami dolina

Jadwiga Demczuk

    * * *

oparta o drzewo
umierała z miłości
świat nie rozpadł się
potrwa jeszcze chwilę

Zbigniew J. Derda

    * * *

wieczorem
siadaliśmy przy świecy
babcia, która nigdy
nie widziała morza
i ja
przy migocącym płomieniu
prosiła bym jej opowiedział
morze
- jak twarz twoja zmarszczkami
tak ono falami
jak włosy przyprószone
śniegiem
tak ono skałami
jak ty - mówiłem
pełne bólu i smutku
z nadzieją gdzieś bardzo głęboko

Tomasz Jędrzejewski

Magda będzie się złościć

Przypaliłem naleśniki,
Magda będzie się złościć.

I na cóż przydadzą mi się teraz
Historia cywilizacji amerykańskiej,
Proces asymilacji węgla, impresjoniści,
Realizm magiczny,
Subjonctif we francuskim (nie-do-na-u-cze-nia)
Doktryna społecznej nauki Kościoła,
Na cóż mi imperatyw kategoryczny
(Niebo gwiaździste nade mną,
A naleśniki i tak przypalone).

Na cóż mi teraz kołowa koncepcja czasu,
Medytacja jako wyzwolenie z kręgu wcieleń,
Artykuł 1. prawa prasowego,
Opis struktury komunikowania,
Teoria Marshalla McLuhana
(Medium jest przekazem,
ale naleśniki się przecież przy-pa-la-ją!).

Na cóż mi teraz językoznawstwo kognitywne,
Behawioryści,
Bractwo prerafaelitów,
Konserwatyzm Edmunda Burke'a
(Państwo jako udoskonalenie natury przez cnotę,
Ale jak to się teraz ma do moich nalesników?).

Magda będzie się złościć.

Piotr Jordan

Anioł

Anioł to taki ktoś kto jadłby z ręki
komu bez skrzydeł jest do twarzy z dobrocią

To taki ktoś kto przechodzi dzień na czerwonym
świetle
nie ubliżając nikomu

Aniele stróżu mój
błogosławiona wyobraźnio
do której uśmiecham się życzliwie

Wojciech Łącki

Brzemię

upadał
wołali chodź do nas

upadał
skandowali sto lat

upadał
a podnosił wszystkich

umierał
wtedy przyszli

był dla nich
a oni dla siebie

sądzili go nie sądzili
że będzie miarą

Marcin Perkowski

LEWY, DOLNY RÓG "WALKI KARNAWAŁU Z POSTEM" PIETERA BRUEGLA

Tam na środku jeziora - na falach - w tym małym ro-werze wodnym zrozumiał nagle, że skoro już rzuca się w otchłań i nie posiada tak częstej wśród ludzi umie-jętności pływania - przeżyje gęstość spojrzeń zasłania-jąc się papierosem.

Dla ludzi na brzegu musiał być małym punktem, z któ-rego sączy się jeszcze mniejsze, rozwiewające się nic. Więc jak to jest, że chciał coś trwałego i na zawsze, a pływa zmieniając, rzucając i lawirując między kacz-kami?
Zastygł na chwilę, jakby skupiał się na czymś poza nim, poza horyzontem wszystkiego. (Powiedziała: ko-cham). Może, więc zatkać uszy i uciekać? Może być Piotrem K. - księciem anarchistów z ulubionej gry Pa-na C.? Może właśnie tak uciec? Może nikt tym razem nie zorganizuje pościgu?

Kostka toczy się i zastyga na granicy światła. Kostka toczy się i wypada z gry o jakiej śnił człowiek w le-wym dolnym rogu obrazu. Jakiego obrazu? Jest tylko jezioro i nierówne stopnie abstrakcji.

Władysław Ryś

Prolongata

uśmiecham się
do stadka przebiśniegów
gestem pozdrawiam miłka amurskiego
i nie dziwię się, że rozbiegane krokusy
dają się pszczołom
w usta całować

przy krzaku rabatowej milrose
rubinową kroplą podpisuję aneks
na kolejny rok

będę znów bruzdami
kłaniać się wiechlinie błotnej
zmywać zabłocone przez koty
spłowiałe deski altanki
martwić się o zdrowie
swoich flancowanych
w reumatyzmie
kąpać cebulki

Katarzyna Maria Satko

Samotność

najpiękniejsze wiersze pisze w nas samotność
ta prosta z brzegu gdy jedno krzesło jeden talerz jeden
kubek
ta dalsza co uśmiecha się spokojem życia płynie w
Bogu lekko w górę

najdalsza
twoja przede mną

Iwona Danuta Startek

Stary Papież

zgarbiony
jak polska wierzba

coraz bliżej mu
do ziemi
coraz bliżej nieba

objaśnia prawdy
dwutysiącletnie
jak świeże odkrycia

pochylony
podnosi w górę serca
nasze

rówieśnik wszystkich nas

Czesław Mirosław Szczepaniak

    * * *

jesteś taka mała że
naprawdę nie wiem
jakie naręcza słów się
przynosi w twoim wieku

jeszcze nie przegryzłaś
pestki życia nawet
nie dosięgasz jabłuszka
co się rumieni w pogodę

ledwo chowasz nosek
w kielichu kwiatu
dopiero przy bosej
trawie jesteś większa

patyczkiem obrysowujesz
na ziemi swój długi cień
masz dużo pytań
na które czyha czas

Anna Szozda

    * * *

niebo zwisa
z powyginanej gałęzi
(na której buja się czarny kot
o głupawym uśmiechu)

sreberko drogi mlecznej
wygniotło się
na sękach starego drzewa

(do czarnej dziury
zbliża się
biały królik
co chwila zerkając na zegarek)

księżyc ćwierka radośnie
do wyjących psów
(kobiety mizdrzą się
przed ciemnymi lustrami)

kulka księżyca
robi fikołki
z gwiazdy na gwiazdę

sny
latają coraz niżej

Anna Wantuch

Prośba

zanieś mnie tam
gdzie girlandy cudnych myśli
skąpane w popołudniowym słońcu
snują swoje łagodne opowieści

przeprowadź
przez niesłuchające chwile
które wymykają się właścicielom
i gnają niespokojnie przed siebie

ucisz mnie
gdy skąpana w kwiecie miłosnym
wykrzyczeć pragnę
całym swoim istnieniem
że żyję dzięki twoim dłoniom

Barbara Wojtasiewicz

Wina

                    /wiersz z cyklu: Okna saobójców/

Okno jak każde inne
ale na framudze krzyżyk
umarł i nie wróci
i słówko
brat
parapet jak zwykły
ale on na nim stał
i zrobił krok dalej
okiennice
wina
nasza wina
tego dnia powinny być zamknięte

Copyright © 2005 by Liberum Arbitrium

Wydawnictwo pokonkursowe Liberum Arbitrium
pod redakcją:
Anny Kareckiej
Kazimierza Karwata
Andrzeja Szczepańskiego
Współpraca redakcyjna: Zbigniew Mirosławski

  Copyright © 2001-2008 by Liberum Arbitrium  
  Wszelkie prawa zastrzeżone. Przedruk lub kopiowanie - z wyjątkiem 
  cytatów w publikacjach literackich i artykułach krytycznych - 
  możliwe wyłącznie na podstawie pisemnej zgody autora lub wydawcy.